|
|
,,Moje miasto'' to poetycka opowieść o mieszkańcach pewnego bloku, stojącego samotnie na obrzeżach górnośląskiego miasta. Bezrobocie, brak perspektyw, bezsilność tworzą szczególną aurę, w której rozgrywają się wydarzenia.
Główny bohater, 25 letni Goździk, mieszka tu od urodzenia. Nie ma pracy, nie uczy się. Gra w hokeja w drużynie okręgowej; tutaj to jedyne zajęcie. Poznajemy też jego rodzinę oraz innych mieszkańców bloku - galerię barwnych, śmiesznych i smutnych zarazem postaci, próbujących żyć w tym zapomnianym miejscu.
Jest tu pan Leon - sympatyczny staruszek, zadurzony bez pamięci w pani Joli - miejscowej piękności. Jest pani Kurkowa, starsza kobieta przesadnie dbająca o swój wygląd, zakochana w plastikowych kwiatach i figurkach z fajansu. Są bracia Dąbrowscy - znudzeni dresiarze wiecznie szukający zaczepki. W domku, stojącym tuż obok bloku, mieszka Cichy, przyjaciel Goździka. Cichy całymi dniami przesiaduje w garażu, reperuje stary samochód, jedyną pamiątkę, która została mu po ojcu. Marzy by opuścić to miejsce, chce zabrać stąd schorowaną matkę.
A przede wszystkim są rodzice Goździka. Ojciec, odkąd stracił pracę całymi dniami przesiaduje nad stawem, w którym od dawna nic już nie złowił. Oraz matka, próbująca swoim ciepłem ocalić resztki domowego ogniska.
Gdy rodzinę odwiedza wujo Janek, wszystko ożywa. Swoim pogodnym usposobieniem wprowadza trochę radości do życia mieszkańców. Z nim można się pośmiać, urządzić ognisko i na chwilę zapomnieć o szarej codzienności.
Pewnego dnia w bloku pojawia się Zosia, piękna dziewczyna, uosabiająca cały powab świata znajdującego się tuż za horyzontem.
Akcja filmu dzieje się na Górnym Śląsku. Jest to miejsce, gdzie pewne problemy nabierają szczególnej jaskrawości. Kwestie społeczne, niezwykle ważne, stanowią jedynie pretekst do refleksji na temat konsekwencji tak trudnej sytuacji dla relacji międzyludzkich, dla kształtowania bądź destrukcji ludzkiego wnętrza. Także refleksji na temat zdolności człowieka do radzenia sobie w sytuacjach beznadziejnych, do zdolności buntu wobec tego co nas na tym świecie zastaje, buntu który w konsekwencji staje się krokiem naprzód na drodze duchowego rozwoju.
Nie wszystko jest tu czarno-białe, są tu odcienie szarości, a także żywe kolory. Nic nie jest jednoznaczne, oczywiste.
,,Naszym celem było podążanie za człowiekiem, z jego słabościami, rozterkami, niepewnością wreszcie siłą - człowiekiem z krwi i kości, człowiekiem prawdziwym.'' - Marek Lechki
|
 |